Trio Łódzko-Chojnowskie

Paweł Konopacki, Witold Łuczyński, Tomasz Susmęd

O Jacku...

Moja przygoda z Jackiem Kaczmarskim zaczęła się jeszcze w podsta­wówce. Zaczynałem grać na gitarze maltretując szanty i ogólnie pojętą piosenkę turystyczną, kiedy kolega pożyczył mi kasetę z nagraną piosen­ką, która — jak mówił — jest „niesamowita”. Była to Nasza klasa (czego wówczas nie wiedziałem). Emocje, które we mnie wzbudzała, kazały mi szukać źródeł, czyli nazwy piosenki i wykonawcy. Tak zaistniał dla mnie Jacek Kaczmarski. Również w tym mniej więcej czasie poznałem Pawła, który już wygrywał harcerskie konkursy piosenek młócąc Obławę. Udało mu się jeszcze bardziej mnie zainteresować twórczością Jacka. Zaliczy­li­śmy razem parę jego koncertów i, koniec końców, rozpoczęliśmy wspól­ne granie i śpiewanie.

Dopiero kiedy dowiedzieliśmy się, że Jacek jest chory, zaczęliśmy występować publicznie. Zbieraliśmy pieniądze na pomoc dla Kaczmar­skiego.

Już wcześniej poznaliśmy go (niezależnie od siebie) osobiście. Wbrew moim początkowym obawom i podejrzeniom, że Kaczmar będzie się zachowywał jak gwiazda, okazało się, że jest szalenie wrażliwym, ciepłym człowiekiem, któremu szarzy wielbiciele nie są obojętni. Dla każdego po­tra­fił znaleźć chwilę czasu.

Po nagraniu programu Od przedszkola do Opola poznaliśmy go jesz­cze bliżej. Nasz szacunek i uczucie do niego (jako człowieka i twórcy) jeszcze wzrosły. Zaprosił nas do siebie do domu i prosił o granie ko­lej­nych swoich piosenek. Mimo że był już w bardzo kiepskim stanie, nadal był bardzo życzliwy i cierpliwy.

Bardzo się cieszył, że są ludzie, którzy nie pozwalają, żeby jego twórczość została zapomniana. Zawsze będę pamiętał jego słowa podczas tego wieczoru, wyszeptane ze łzami w oczach, po kilku godzinach naszego grania:

„Nie zdawałem sobie sprawy, że mam tylu przyjaciół. Nie wiedziałem, że są ludzie, którzy myślą tak jak ja...”

Od tej pory nie mam żadnych wątpliwości, że to, co robimy, jest słuszne…

Witold Łuczyński

wróć...